wtorek, 29 września 2015

#17 Podstawowe błędy cz.2


Dzieeń dobry! :) Meldunek ze szkoły! :) Poniedziałek rozpoczęty bardzo pozytywnie. 5+ za sprawdzian z matmy, szoko-szok. ;) (nie chcę narzekać, ale głupi minus, którego zapomniałam dopisać, hah.:D). Tylko niezapowiedziana kartkówka z historii trochę zaburzyła jego obraz. Ale cóż, bywa, historii na maturze nie mam zamiaru zdawać, więc nie ma sensu starać się na niej ze wszystkich sił olewając bardziej potrzebne mi przedmioty.  Policzyłam też wczoraj, że mam za sobą w tym roku prawie 220 dni treningowych i naprawdę jestem z tego wyniku zadowolona. ;) Ale na podsumowania przyjdzie czas pod koniec roku, teraz muszę się skupić na codziennym życiu. 
Dziś czeka mnie kartkóweczka z biologii, a po szkole siłownia. Jutro kartkówka z angielskiego i takie tam różne. Ale kto ma dać radę? ;) Póki co mam optymistyczne nastawienie i oby tak zostało.
PS.: Kolejnej notki możecie spodziewać się w piątek lub sobotę.
______________________________________
Podstawowe błędy cz.2
Czyli druga część podstawowych błędów, które popełnia niemal każdy z nas. Zapraszam Was bardzo serdecznie!



Wybieranie produktów 0%, light, fit itd. Czyli bardzo częsty błąd na początku, który przerabiała zapewne większość z nas. Producenci od dawna zasypują nas takimi wersjami produktów. Wielki napis o „lekkości” ma przykuć wzrok… i przykuwa. Bierzesz, nie myślisz, jesz, jesteś zadowolony, bo przecież, dzięki temu na pewno schudniesz. Niestety tak łatwo nie jest. Produkty light często pozbawiane są części tłuszczu(np.) na rzecz dodatku cukru, więc pojawia się tu błędne koło. Produkty 0%  bez tego, tego i tego są najczęściej również pozbawione jakichkolwiek wartości odżywczych. Mówi się, że kaloria kalorii nie równa, prawda jest taka, że nawet jedząc cały dzień hamburgery, ale utrzymując deficyt kaloryczny - możesz schudnąć, ale co z tego, jeśli zaszkodzi to Twojemu organizmowi? Nie dostarczysz potrzebnych witamin i minerałów, a zdrowie będzie się sypać. Tu również potrzebny jest balans. Produkty fit - czyli kolejny chwyt marketingowy, widzisz wysportowane panie na przodzie paczki, więc pewnie będziesz wyglądać tak samo jak one, o ile zjesz te płatki, a zajrzałeś kiedyś na tył opakowania i sprawdziłeś skład? Bam! Cukru w tych płatkach niemal tyle samo, co w innych. Wniosek jest taki - to, że coś udaje zdrowe nie zawsze takie jest. Jeśli masz do wyboru swojego ulubionego batonika, a batona „niby fit”, który Ci nie smakuje, ale przecież jesteś na diecie - to już lepiej zadowolić się normalnym batonem, który ma tylko troszkę więcej cukru, a potem już dopiąć resztę posiłków na takie, jakie powinny być, lub jeszcze lepiej i pochrupać orzechy, czy owoce. (PS. Oczywiście nie zachęcam Cię do jedzenia batonów itd. - po prostu wybieraj świadomie, wszystko w nadmiarze może się źle na Tobie odbić) Nie musisz jeść produktów oznaczonych na opakowaniu ”fit”, by schudnąć.

Napady głodu, które po dłuższym czasie mogą prowadzić do choroby - kompulsywnego objadania się = binge eating disorder = napadów wilczego głodu. I to jest dosyć poważna sprawa. W takim momencie człowiek pochłania wszystko, co tylko znajdzie, miesza smaki, bierze się wszystko - najczęściej rękoma, nawet nie nakładając na talerz. Je się, najczęściej, do momentu, aż brzuch zaprotestuje. Oczywiście nie musi być to od razu choroba, ale u osób, które drastycznie obcinają ilość kalorii zdarzają się takie napady - z różnych względów, bo humor nie taki, bo nagroda za cały tydzień trzymania ostrej, restrykcyjnej diety, bo organizm domaga się jedzenia. To nie jest, tak zwany, cheat meal, czy cheat day, które są zaplanowane i o wiele bardziej rozsądne. Tu nawet nie myślisz o tym co jesz, czy Ci smakuje. Często przyczyną jest zbyt duży deficyt kaloryczny i niedostarczanie organizmowi wszelkich mikro- i makroelementów, których potrzebuje.

Podjadanie, czyli punkt bardzo nawiązujący do poprzedniego, a nawet łączący się  z nim. Kiedy podjadasz najczęściej nawet nie nakładasz jedzenia na talerz, a jesz prosto z lodówki/ szafki.. Małe podjadanie to taki mały wróg redukcji wagi. Wydaje Ci się, że przecież jesz zdrowo, pięć posiłków dziennie i takie tam, ale zdarza Ci się, dość często, skubnąć coś prosto z szafki, ale nadal nie chudniesz! Bam, kamień rzucony - zatopiony. Przez takie zachowanie często podwyższasz kalorykę danego dnia, myślisz, że przecież tyle nie zjadłeś, więc nawet nie wliczasz tego w bilans, ale prawda może być zupełnie inna. Dlatego dobrze jest pilnować się, chociażby w ten sposób by nakładać sobie na talerz, czy do miseczki, a nie jeść w biegu, na stojąco, czy w kucki trzymając w łapce kawałek bułki. Jeśli jednak czujesz głód między posiłkami to przygotuj sobie słupki marchewki, czy inne warzywa, które możesz chrupać, kiedy tylko chcesz. 

Nieracjonalne rozkładanie posiłków, czyli np. sytuacja, kiedy omijamy posiłki. Załóżmy - rano nie jesz śniadania, wracasz do domu o godzinie 18 i nadrabiasz cały dzień, a wcinasz nawet więcej. Lub inna sprawa, omijasz śniadanie, a Twoim pierwszym posiłkiem jest baton, czy inny produkt o wysokim indeksie glikemicznym, po którym zaliczysz nagły wzrost poziomu cukru = dużo energii, a potem nagły spadek, szybko robisz się śpiący i sięgasz po następną przekąskę. Ani to, ani to - nie jest dla nas korzystne. Nikt nie nakazuje Wam jeść pięć posiłków na dzień i kropka. Wiadomo, że zrobienie ich zabiera trochę czasu, a Ty jesteś na początku drogi, więc raczej nie uśmiecha Ci się przygotowywanie jedzenia dzień wcześniej, tak aby z  kilkoma pudełeczkami latać do szkoły/pracy. Jeśli nie czujesz dużego głodu - zjedz chociaż 3 posiłki, zachowując odpowiedni bilans! Wieczorem, kiedy najesz się za cały dzień, organizm na noc nie ma w zasadzie na co wykorzystać dostarczonej energii, pojawia się wtedy większa szansa na to, że dostarczoną nadwyżkę po prostu sobie odłoży tam,  gdzie raczej nie chcesz. 


Podstawowe błędy typu : 1.Kolacja o 18, jest okej, o ile chodzisz spać o 20-21. Jeżeli pójdziesz spać o północy, do tego czasu zdążysz najprawdopodobniej zgłodnieć, więc zjesz kolejną rzecz, szybką przekąskę. Czy taki masz zamiar? Nie sądzę. Rozplanuj ten ostatni posiłek tak, aby zjeść go około dwóch lub trzech godzin przed snem.  2.Picie zbyt małej ilości wody, szczególnie przy wysiłku fizycznym. Składamy się z około 60/70 % wody, więc wniosek nasuwa się sam. Powinniśmy odpowiednio nawadniać organizm. Przyjmuje się, że powinniśmy wypijać  jej około 2 litrów na dzień. Co ciekawe, picie zbyt małej ilości wody może powodować zatrzymywanie się jej w organizmie, przez co w ciągu dnia możemy spuchnąć w niektórych miejscach, a na wadze ujrzeć +2 kg. Żeby temu zapobiec powinniśmy sobie stale dostarczać wody. Aby ułatwić sobie tę sprawę - możesz na butelce zaznaczyć kreskami godziny i pilnować, by regularnie pić. :) 3.Używanie zbyt dużej ilości soli. Nie bez przyczyny mówi się o niej biała śmierć, dlatego powinniśmy pilnować by nie przekraczać jej spożycia - ok. 6g na dzień. Tu uwaga : lubimy i używamy mieszanek przypraw, ale wiele z nich ma w składzie mnóstwo soli, przez co ciężko nam kontrolować jej ilość. Inna sprawa - weźmy teraz pod uwagę, przychodzisz do fastfoodu z zamiarem zamówienia tylko frytek, które posypane są bardzo, bardzo hojnie solą. Jemy, zaczyna nas suszyć, zwiększa się nasz apetyt, w rezultacie dokupujemy colę + hamburgera. Dlatego, jeśli już chcemy, warto poprosić o frytki z solą dołączoną oddzielnie.  4.Używanie miodu zamiast cukru - ma swoje dobre i złe strony. Miód - oczywiście zdrowszy, ma więcej wartości odżywczych i ogromną przewagę nad cukrem, który dostarcza pustych kalorii, jednak jedna łyżeczka tego płynu daje nam około 40 kcal, czyli o 20 kcal więcej niż łyżeczka cukru, bo pamiętajmy o ich ciężarze( łyżeczka miodu ok.12 g, ta sama łyżeczka cukru ok.5 g). W przeciągu dnia może mieć to znaczący wpływ dla osób, które chciałyby troszkę zrzucić, więc najlepiej po prostu nie przesadzać. PS. Warto pamiętać, że miód dodany do gorącej herbaty traci swoje właściwości.







20 komentarzy:

  1. Tak, tak! znamy ten ból jeśli chodzi o oceny. Niby 5+ ale głupi błąd i mogło być tak pięknie :P
    Powodzenia w połączeniu treningów, bloga i nauki! DASZ RADĘ :D
    Wpis jak zwykle bardzo dobry i na pewno przydatny dla początkujących :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie i tak wyszło pięknie. :D Ale nie narzekam. :D
      Dziękuję ! <3

      Usuń
  2. Cud miód i orzeszki :D Dziękuję! Zaraz przeczytam i wygarnę mamie wszystko mwahahahaha :D

    Eeee kto jak nie ty, dasz radę zdolna jesteś, zresztą udowadniasz to na każdym kroku ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orzeszki to w szczególności. <3 Tylko niech Twoja mamcia się w razie czego na nas nie gniewa!

      PS. Masło orzechowe na moje serce, dziękuję! :*

      Usuń
    2. ojej miło mi :* :)

      Nie obraziła się spokojnie, gdyś tylko widziałą jakie one rzeczy mi czyta! :D To wzajemna troska o nas :D

      Usuń
  3. Ja czasami mam tak, że nie jem nic od rana i wpadam do domu na 2 posiłki - koniec. Tak jest w piątki, kiedy mam od cholery zadań, ale nie jest zawsze oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och to wiadomo, bez przesady jedzenie nie może nas też kontrolować. Ja mam czasem tak, że kiedy mam od groma zajęć, to zdarza mi się od obiadu do śniadania nic nie zjeść, bo zapominam/nie ma czasu. Nie jesteśmy w sumie zaprogramowanymi robotami. :D

      Usuń
  4. Brawo za ocenki :D

    ja z posilkami mam przekichane :( teraz widze moj plan zajesc i chyba tylko kolacje bede w domu jesc ehh
    co do produktów fit light itd zgadzam sie ALE odłuszczone produkty sa przeznaczone dla ludzi ktorym lekarz karze unikać tłuszczu (ze wzgledu na cholesterol) a nie chce zrezygnowac np z serow plesniowych. Oczywiscie smak na tym cierpi ale lepszecos niz nic :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Produkty odtłuszczone paradoksalnie zawierają więcej cholesterolu

      Usuń
    2. Dziękuję!
      PS.Smak nie zawsze, według mnie, musi na tym cierpieć. :)
      Odnośnie cholesterolu nie chcę się wypowiadać, bo nie czuję się jeszcze na tyle z tym wszystkim zaznajomiona, by móc to ocenić. :)

      Usuń
  5. Z tymi lightami nie do końca się zgadzam, bo jak ktoś polega na bilansie kalorii - jak ja - to są niezłe. Szczerze mówiąc, trochę w dupce mam ilość tłuszczów, białek i tak dalej, bardziej liczbę kalorii. Niby kaloria kalorii nierówna, ale od lat polegam na mojej logice i jeszcze się nie rozlałam, więc chyba jest ok. Ale jak stara prawda mówi: poznaj siebie i swój organizm, to będziesz wiedział, co na ciebie działa, a co nie. Zresztą pisałaś o tym niedawno.

    Najbardziej wpienia mnie to niejedzenie po 18:00. To jest mit sprzed dziesięciu lat, a tyle ludzi nadal to powtarza, że jak widzę/słyszę tę regułkę, to naprawdę chce mi się rzygać i strzelić sobie w łeb z irytacji. Ciekawe, czy ci ludzie uważają również, że Ziemia jest płaska i stoi na wielkich słoniach, podczas gdy Słońce obraca się dookoła niej.

    Co do picia 2 litrów się nie zgodzę. Znów: każdy organizm sam sobie reguluje. Jak mi się nie chce pić, to mam w siebie wmuszać? Dziękuję, postoję.

    I na koniec, żeby nie wyjść na marudę, produkty fit. Tu się zgadzam, teraz nawet smalec potrafią oznaczyć jako fit, a jak ludzie zobaczą opakowanie ze szczupłą laską, to kupią, na dodatek płacąc dziesięć razy więcej. Dzisiaj znalazłam na Insta fotkę jakiejś laski, która się chwaliła zakupami ze sklepu (albo działu) ekologicznego. Były płatki, kasze i dupasze, wszystko fit, bio, eko i drogie, podczas gdy ja parę godzin wcześniej wrzuciłam tę samą kaszę, tylko pospolitej firmy, za którą dałam 1,99 zł. Ludzie powariowaly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Hmmm, ale tu zdecydowanie nie chodzi o kaloryczność, mleko 0 - 0,5% będzie mieć mniej kalorii - ale będą to praktycznie same "pomyje", które nic dla nas nie zrobią, takie puste kalorie. O takie wartości mi chodzi. :) Chyba, że komuś smakuje.

      2.Z wodą to taki temat rzeka, dlatego użyłam słów ,,przyjmuje się" i ,,około". Dwa litry to taka umowna wartość.
      Poza tym, woda potrzebna jest nam do życia, dostarczać możemy ją również z owoców, czy niemal każdego produktu - są różne szkoły.
      Ale o tym wmuszaniu to bym dyskutowała. Anorektyczka, czy osoba jedząca 1000 kcal też powie, że skoro nie chce jej się więcej jeść, to po co ma w siebie wmuszać? Błędne koło. I jedzenie, i woda są nam potrzebne do życia.

      3. Jaka maruda? :D Ja naprawdę lubię komentarze, gdy ktoś ma inne zdanie. nudno byłoby, gdyby każdy miał je takie samo.
      A używanie smalcu do smażenia wbrew pozorom nie jest takie złe. :D
      Opakowania z napisem FIT to już w ogóle komedia. :D

      Usuń
  6. Bardzo mądre co piszesz ;)
    A co do produktów 0% to ja bardzo lubię jogurt typu greckiego z Piątnicy - choć 0% to skład ma bardzo sympatyczny a do tego cudną gęstość :P Uważam, że trzeba czytać składy, bo często tego rodzaju produkty są w porządku ;) Pamiętam, że kiedyś Danio o obniżonej wartości kalorii miało lepszy skład niż to zwykłe (zawierało mniej cukru po prostu...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję! :)
      A owszem, zgadzam się, zgadzam. :) Ten jogurt to i ja lubię, ważne żeby po prostu nie wpadać w skrajność. ;)

      Usuń
  7. chyba każdy z wymienionych błędów zaliczyłam kiedyś- ale najważniejsze to na tych błędach się uczyć:) największą obsesję miałam chyba na punkcie "lajtów", teraz widzę, że ludzie przerzucili się na eko i bio..a najważniejsze to jeść rozsądnie bez popadania w skrajności...
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaliczanie błędów - to jak każdy chyba. :D
      Do drugiej części - zgadzam się z każdym słowem! :)

      Usuń
  8. Produkty light to największy wróg!

    OdpowiedzUsuń
  9. A podjadanie między posiłkami, produktami "fit", to jak liczyć? Podwójne zło czy wychodzimy na zero, skoro przecież wcinamy samo zdrowie? ;)

    Niektóre produkty smakują lepiej gdy są półtłuste lub tłuste. Niektórych zaś nie da się przełknąć. Myślę, że każdy z nas ma takie coś, czego sam zapach mdli. Podczas gdy "zerówka'; już jest ok. Mleko to chyba najlepszy przykład. Nie posiadam danych dot. sprzedaży, ale patrząc po koszykach ludzi, zdecydowanie większą cześć stanowi te odtłuszczone.

    Sprawa mikroelementów, jasne. Nie ma co zaprzeczać. Nawet lepiej zjeść półtłusty twaróg niż ten 0%, jeśli tylko nie odczuwamy różnic smakowych.

    Sam kiedyś uważałem, że po 18:00 nie powinno się jeść. Tylko to były czasy gdy za dostęp do Internetu płaciło się skrzyniami złota ;) Zachowując ujemny bilans można się nażreć i przed położeniem się spać, a efektem i tak będzie lecąca w dół waga [kwestię rozpoczęcia trawienia pomijamy]. Zresztą, kurde. Sama ideologia IF kłóci się z tym wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Po samej sobie przekonałam się, że to i tak wychodzi na "zło". Niby super, niby dobre, ale waga przez to mi kiedyś podskoczyła. Jedyny plus taki, że chociaż witaminy dostarczone, no ale to też zależy, jaki kto ma cel.

      2.Hmm, a ja zdecydowanie częściej widzę ludzi kupujących mleko 2 % lub 3,2% - chociaż sama, jeśli wybieram krowie, wolę 0,5 %, ze względów smakowych - tylko dlatego, bo to wartości nie ma (w głowie głos babci, że to same "pomyje" - miała duuużo styczności z firmą mleczarską)

      3. Zawsze znajdzie się coś, co potrafi obalić każdą teorię - IF faktycznie super przykładem. Tylko to też zależy, jak reaguje nasz organizm. Mnie zdecydowanie bardziej ciekawi sprawa większej dawki węglowodanów na noc, chociażby tuż przed snem. Załóżmy, że bilans się zgadza - węglowodany tym bardziej, no ale czy takie ładowanie na noc przeszkodzi człowiekowi w redukcji? Wszystko sprowadza się do tego, że każdy organizm jest inny i powielanie cudzych metod może się na nas odbić. To wszystko jest niezwykle zagmatwane, ale i cudownie ciekawe. :D

      Usuń