niedziela, 20 września 2015

#14 Podstawowe błędy cz.1



Oki! Wracam! Naprawdę bardzo przepraszam Was za nieobecność. Przygotowałam troszkę notek na zapas, chciałabym tu coś wrzucać chociaż 2 razy w tygodniu, oby wyszło! :)
A! Prawie codziennie przeglądam Wasze blogi, jedynie co, to komentuję i nadrabiam dopiero wtedy, kiedy mam chwilę czasu. Pamiętajcie, jestem cały czas obecna! Nawet, gdy mnie nie ma. :o)
              _______________________________

Podstawowe błędy, które popełnia niemal każdy z nas, kiedy postanawia, że zacznie się odchudzać/zmieniać swój tryb życia.

Dziś czeka Was jeden z ciekawszych tematów. Kto nie popełnia błędów? Szczególnie w momencie, gdy dopiero uczy się czegoś nowego? Myślę, że warto zwrócić na to uwagę. Nie każdy ma możliwość poznania wszystkiego od dobrej strony, postanawiamy ; ,,Od jutra się odchudzam! Teraz tylko muszę znaleźć jakąś dobrą dietę.’’ no i tu już mamy pierwszy błąd. Takie mini kompendium wiedzy powinno być przydatne dla każdego, kto postanawia coś zmienić. To co? Zaczynamy!




Dieta to pewien sposób odżywiania. Dieta Dukana, 1000 kcal, chipsy i cola, same warzywa, same owoce, koktajlowa, warzywna - wszystko to i jeszcze więcej, jest określane jako dieta. Czy zdrowa, czy nie, Twój obecny sposób odżywiania, Twój przyszły sposób odżywiania - to nadal dieta. Mylnie kojarzona jest z restrykcją. Dobrze, to po pierwsze. Po drugie - czy wiesz co łączy te diety wymienione na początku ? Myślę, że się domyślasz. Jak dla mnie, żadna z nich nie jest dobra. Odpuść sobie w takim razie wybranie konkretnej diety. Na sam początek zastanów się lepiej  nad swoimi błędami żywieniowymi. Zapisuj przez kilka dni, co i ile zjadłeś. Zacznij od wyeliminowania błędów, zastępuj niezdrowe produkty - zdrowymi. Nie musisz od początku liczyć kalorii, w zasadzie może być to dopiero potrzebne, kiedy załapiesz zastój, lub zależy Ci na konkretnym celu, np. budowie masy mięśniowej. Póki co, na początku wystarczy tylko wprowadzenie zdrowszych nawyków. 

,,100% albo nic”, tu troszkę powieje tematem bieżących informacji/kłótni fitnessowych na polskiej scenie. Nie bierz takich haseł dosłownie i całkowicie do siebie. Każdy zalicza jakiś upadek, nie znaczy to jednak, że jesteś już do niczego. Ważna jest równowaga - zdrowie psychiczne, jak i fizyczne. Zdrowy tryb życia nie musi równać się z samymi wyrzeczeniami. Nie oznacza to, że już nigdy nie zjesz swojej ulubionej czekolady do kubka kakao leżąc pod ciepłym kocykiem, czytając książkę. Nawet się tak nie nastawiaj. Nie rób po prostu tego tak często, jak dotychczas. Stopniowo ograniczaj, aż dojdziesz do momentu, gdy nie będzie Cię tak do tego ciągnęło. Wracając do tematu. Jeżeli nie ciągnie Cię do słodyczy, raczej ich nie jesz, to nie doprowadź się do stanu, kiedy Twoja psychika będzie krzyczeć Ci, że utyjesz od jednego cukierka, kawałka czekolady itd., nie! To już jest złe myślenie, zła droga, a nawet obsesja. Łap równowagę, przed Tobą całe życie, więc go nie marnuj.

,,Wykonałam super-ciężki trening! Teraz pora na pączusia w nagrodę!” - i tu…jeżeli powtarza się to notorycznie, to super-efektów nie zauważysz. Jasne, produkty z cukrami prostymi lepiej zjeść po treningu, bo nie odłożą się tak bardzo w boczkach, brzuchu, biodrach, niż kiedy zjesz je o innej porze, jednak nadal jest tu pewne „ale”. Ćwiczyłeś na siłowni, a komputerek pokazał 400(!) spalonych kcal? Endomondo po ukończonym biegu pokazało jeszcze więcej! WOW, teraz myślisz ,,Aż tyle? To więcej niż czekolada! Mogę sobie zjeść!” Pewnie, tylko weź pod uwagę, że te programy najczęściej pokazują „przewidywaną” ilość spalonej energii. Nie mierzą tętna, więc nie są w stanie określić, ile spaliłeś. Wartości często mocno zawyżone, bo na tę ilość wpływa więcej czynników niż tylko wzrost/wiek/waga. (pamiętaj, waga - wadze nie równa, kilogram mięśni objętościowo jest mniejszy, ale potrzebuje do utrzymania większej ilości energii niż tłuszcz). Po prostu nie przesadzaj ze zbyt częstym „samonagradzaniem,” bo zastanów się, jaki jest Twój cel?
 Akcja - reakcja - motywacja. 


,,Jem tylko zdrowe, bio jedzenie, nie chudnę, a nawet tyję!" - wygląda to tak, że każdy z nas ma pewne zapotrzebowanie na energię - wyróżniamy podstawową(PPM) i całkowitą przemianę materii(CPM) uzależnione są od naszego wzrostu, wagi, płci, aktywności fizycznej - tylko też mamy tu pewne "ale" nie da się każdego człowieka podstawić do jednego wzoru, dane są poglądowe, należy przede wszystkim słuchać własnego organizmu i reagować na bodźce. Dobrze, ale wracając do tematu. Dlaczego ta osoba tyje? Najprawdopodobniej 1.przekracza swoje dzienne zapotrzebowanie, fakt, że je zdrowo - super, ale mimo wszystko to ilość tego jedzenia również jest ważna. Szukaj złotego środka, jeśli chcesz się bawić w liczenie kalorii - okej, policz na jednym z kalkulatorów swoje CPM i odejmij od tego 200-300 kcal. 2.je za mało - odchudzanie? ,,Okej, będę się żywić listkiem sałaty.'' - i tu pies pogrzebany. Żadna skrajność nie jest dobra, jeżeli na początku będziesz jadł za mało, to ciało zamiast chudnąć, może przynieść Ci zupełnie odwrotną niespodziankę, to znaczy przejdzie na tryb oszczędzania i magazynowania tego, co mu dostarczysz. Oprócz możliwości początkowego przybierania na wadze, będziesz senny, drażliwy i ogólnie świat wolałby zamknąć Cię w kamiennej klatce z toną jedzenia, żebyś się ogarnął. Efekt ? Zupełnie odwrotny od zamierzonego. 
!Żeby schudnąć, trzeba jeść!, więc odpuść sobie drastyczne diety, które przyniosą Ci później efekt JOJO. 



Ćwiczenia bez odpowiedniej diety - nie mają według mnie sensu.  Czemu? Dieta to 70% sukcesu, ćwiczenia 20%, odpoczynek - 10%. (tak,  mogliście spotkać się z bardziej popularną statystką dla ćwiczeń - 30%, ale mięśnie muszą mieć czas na regenerację, bo dopiero wtedy rosną!).  Co z tego, że pobiegasz, czy poćwiczysz godzinę, jeżeli pojawi się sytuacja jak w punkcie trzecim? Twoje efekty przy samych ćwiczeniach - najprawdopodobniej będą, bo stworzysz pewien deficyt kaloryczny, więc masz szansę schudnąć. (chyba, że po ćwiczeniach jesz jeszcze więcej niż w dni, kiedy nie ćwiczysz - wtedy progresu wizualnego nie zauważysz). Oczywiście mówimy tu o osobach, które chcą schudnąć, czy osiągnąć jakiś cel. Jeżeli komuś wygląd nie przeszkadza, a chce poprawić swoją kondycję, czy po prostu się poruszać - okej. Zdrowsze odżywianie, ćwiczenia powinny być przyjemnością, a nie katorgą. Początkowo może wydawać się to okropne, ale uwierz mi, że wchodzi w nawyk,  człowiek poznaje mnóstwo przepisów, ciekawych treningów, ćwiczeń. Jesteś w stanie zrobić rzeczy, które kiedyś były dla Ciebie niewyobrażalnym wyzwaniem. To jak?;)

Niedługo zapraszam Cię na część drugą!

35 komentarzy:

  1. Ja mam takie problemy z schudnięciem, że czasem myślę, że nic mi już nie pomoże

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, trzeba szukać przyczyny. Może warto byłoby zrobić badania poziomu hormonów? Wbrew pozorom naprawdę bardzo, ale to bardzo odpowiadają one za przemiany w naszym ciele, wiem po sobie niestety.

      Usuń
  2. Najlepiej powiedziane o złotym środku, to po prostu podstawa i grunt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Znalezienie granicy, która dzieliłaby obie skrajności jest faktycznie, bardzo ważne, ale i czasem niesamowicie trudne.

      Usuń
  3. Zgadzam się. Widzę, ze fanka Barcelony?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie opisane! Mam nadzieję, że ludzie w końcu to wezmą do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Dziękuję! Też mam taką nadzieję. :)

      Usuń
  5. Toż to prawdziwe mądrości ludowe :D Bardzo dobrze, że wszystko zebrałaś do "kupy" i jeszcze czeka druga część :) Na pewno ten wpis pomoże niejednej osobie (mamy taką nadzieję, że bo ogrom ludzi popełnia wszystkie te błędy :( )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoooaa! Dziękuję! Oby wpis pomógł, bo sama z własnej perspektywy myślę, że inaczej bym wszystko zaczęła. :D Człowiek jednak uczy się całe życie i wiadomo, nigdy nie jest za późno na naprawę. :)

      Usuń
  6. Ładnie napisane, strasznie rozsądnie na tak młodą osobę :) poza tym czyta się bardzo przyjemnie. Ja ostatnio mam małą załamkę nad redukcją, dieta była ok (ostatnie 3 dni już trochę cheatuję :P), aeroby, siłówka, a zamiast schodzić przybywa :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Naprawdę bardzo mi miło! :)))
      Hmm, ja bym się nie załamywała, cheat pewnie w jakimś stopniu zatrzymał wodę w organizmie. Zejdzie na pewno! :D

      Usuń
    2. Oj niestety wcześniej dobre kilka tygodni było bez cheatów i o ile się nie mierzyłam i nie ważyłam to wmawiałam sobie, że jest progres, aż w końcu postanowiłam go sprawdzić.. chociaż akurat woda może być przyczyną, bo ostatnio coraz zimniej i piję coraz mniej :/

      Będę na pewno zaglądać do Ciebie częściej :)

      Usuń
    3. Hmm, przy cheatach często woda się zatrzymuje. :) Dużo wody, napar z pokrzywy, zielona herbata, woda z cytryną i zleci! :))

      Dziękuję ! :)))

      Usuń
  7. Święte słowa Gibu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że coraz więcej osób zwraca uwagę na błędy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jednak dobrze uczyć się na cudzych. ;)

      Usuń
  9. Niby takie to wszystko oczywiste, a ty to tak fajnie ujęłaś w całość i wyłożyłaś jak chłopowi na granicy ( w tym mnie) że pozbyłam się wszelkich złudzeń :D Hahaha lecę mamie przeczytać ten artykuł :) Masz mega talent do przebierania materiałów, dla mnie takie 5 przykazań to niemożliwe do sformułowania ^^ Zgadzam się z Tb całkowicie- równowaga jest najważniejsza, nie można z jednej skrajności, przechodzić w drugą ^^ Napisz w kolejnej części o takim zjawisku które znam u siebie w domu ( nie żebym potem to mamie przeczytała i szpilkę jej wciskała xDD). Że cały dzień się nie je, bo np robi się cały dzien, pracuje, nie ma czasu, a potem na sam wieczór objada się za wszystkie posiłki... no bo na dzień trzeba zjeść ok 2 tysiące kalorii, a ja nic nie jadłam :D Ale o ile zechcesz ^^

    O matko przeraziłaś mnie... tak jakby Cię nie było, a ty ciągle jesteś! Muszę się mieć na baczności ^^ :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpilka, o kurdelek! :D <3 Sugestię na pewno wezmę pod uwagę! :D
      Szpileczkujesz szpilkową mamę? O nie! :DD Jeśli chcesz jej to pokazać, to wyściskaj pozytywnie od autorki tekstu, hihi. :D

      No, no wiadomo, jak to według starszych roczników mawia zawsze moja historyczka ,,Bądź gotów, zawsze gotów!"

      Usuń
    2. hahaha wyściskam, wyściskam każdy pretekst do macanka, znaczy do przytulaska jest dobry :D

      Historyczka? Łoooo kobieto nie podskoczę, szacun! a Cytat zapiszę :D

      Dziękuję za szpileczkę :)

      Usuń
  10. O boże, dzięki Ci za ten artykuł, normalnie będę go kopiować i wklejać wszystkim osobom, które mnie pytają, jak ja to robię, że jem słodycze, a jestem chuda. Ludzie to chyba myślą, że poza słodyczami nie jem nic. Że na śniadanie wpieprzam czekoladę, a drugie paczkę Hitów, potem z dziesięć smażonych na głębokim tłuszczu schabowych w panierce, a na kolację wrzucam pizzę. I popijam gorącą czekoladą. Ychh. NAJWAŻNIEJSZĄ rzeczą, jest poznać swoje ciało. Kiedyś nie znałam, ale zrobiłam to, o czym napisałaś. Zaczęłam notować na co i jak reaguje, robić notatki, pisać o sobie. I teraz znam się cudownie. Wiem, czego nie mogę zjeść, a co mogę. Kiedy i od czego przytyję, a kiedy i od czego nie. Nie muszę rezygnować ze słodyczy, a moich ćwiczeń nie uważam za stratę czasu, bo nie chcę schudnąć, tylko właśnie podtrzymać kondycję, żeby móc wejść po schodach i nie paść na serce albo nie porzygać się na środku tramwaju, jak będę musiała do niego podbiec. No i masz rację, że w żadną ze stron nie można przeginać. Dieta to sposób żywienia, a nie dieta odchudzająca. Jak ktoś po pół roku wpieprzania tysiąca kalorii wróci do kebabów, no to sorry, niech potem nie pyta, w jaki sposób druga osoba utrzymuje linię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany. :D Nie ma za co. :D Sama najchętniej odsyłałabym do niego wszystkie dziewczyny z mojego liceum, które np. myślą, że będzie okej, jak zjedzą tylko jabłko na cały dzień. ;)

      PS.: Faktycznie non stop widzę komentarze u Ciebie na blogu i insta o to, jak Ty to robisz itd. Może dodaj do menu jakieś FAQ ? I odsyłaj tam za każdym razem. :D Takie pytania są podejrzewam tak wkurzające, jak te pod zdjęciami metamorfoz ludzi na jednej grupie brzmiące ,,Jak Ty to zrobiłaś?" A odpowiedź jest zawsze ta sama, bo nie ma cudownych środków, dzięki którym zrzuci się z 20 kg.

      Poznanie siebie, swojego ciała, reakcji -> to faktycznie, zdecydowanie najważniejsza sprawa, dlatego nie ma jednej "cud, miód" diety, która działałaby na każdego - bo chyba, że ktoś nic nie będzie jadł, to końcowy efekt u każdego pewnie będzie taki sam. ;xx

      Usuń
    2. Myślałam o zakładce z wytłumaczeniem, ale uznałam, że mój blog jest O SŁODYCZACH, a nie O MOJEJ FIGURZE. Początkowo odpowiadałam normalnie, teraz rzeczywiście tylko mnie te pytania irytują. I staję się jeszcze bardziej nerwowa niż zazwyczaj :P

      Usuń
    3. To co? Mam wpadać z bazooką następnym razem? ;) Bazookę napchamy oczywiście wszystkimi niedobrymi słodyczami, a co! :D

      Usuń
  11. co do ,Jem tylko zdrowe, bio jedzenie, nie chudnę, a nawet tyję!" - zdrowe jedzenie czesto jest bardziej kaloryczne.. mozemy faszerowac sie margaryna kanapkową zamiast prawdziwym maslem i jesc jogurciki 0 % zamiast pełnowartościowego.

    co 'śmieszniejsze' chude nie znaczy bez tłuszczu.. mój wujek który umarł miał otłuszczone serce pomimo ze mial niedowage.

    oby wiecej takich notek :3 bo bardzo przydatna mam nadzieje ze w kolejnej wspomnisz coś o "napadach" objadaniu sie itd :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie rzeczy 0%, jak i napadach będzie najprawdopodobniej w kolejnej części. Chociaż nie wiem, czy o objadaniu się w szerszym znaczeniu nie poruszę przy okazji innego artykułu. :))

      Znam trochę osób, tzw. TOFI ( Thin outside - fat inside), to, że ktoś wygląda na szczypiorka nie oznacza, że nie ma otłuszczonego organizmu. Często ludziom się po prostu w różnych miejscach odkłada, np. nóżki niczym szpileczki, a na brzuszku troszkę więcej. Co najgorsze, to również jest niebezpieczne, dlatego wszelki BMI powinny dawno pójść w kąt, czym przykładem jest niestety Twój wujek. :(

      Usuń
  12. Zdecydowanie najgorsze są skrajności. Albo rozpoczynamy dzień od bułki z marmoladą zakupionej przy stacji/ przystanku, by potem w pracy/ szkole zjeść batona, a pierwszy normalny posiłek tuż po powrocie (15:00?) albo odcinay wszystko do zera. Bo jak DIETA TO DIETA. Ta...

    Wiele słów prawdy w przyjaznym i przejrzystym języku. Nie "grubnie" się miesiąc, w miesiąc też się nie odchudzimy. Znając organizm możemy tylko przyśpieszyć proces. Tylko by go poznać, trzeba kilka razy się sparzyć ;) Ktoś będzie lepiej redukował na niskich tłuszczach, a ktoś zdecydowanie przeciwnie - wielbić będzie ketozę i okres ładowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze skrajnościami różnie bywa. Przykro jest czasem widzieć, jak wiele osób wyrządza sobie krzywdę.

      Dziękuję bardzo za napisanie miłych słów. ;)
      Niestety, uczymy się na błędach, a żeby całkowicie poznać swoje ciało, to sparzenie jest nieuniknione i trzeba sobie z tym poradzić. :)
      Podziwiam w sumie ludzi, którzy siedzą na Low Carb, w bilans wliczają nawet warzywa, tylko o ile potrafię zrozumieć osoby przygotowujące się na zawody, które stosują LC, bo wiadomo - wycinka itd. itp., ale tak normalnych ludzi czasem mi ciężko. To znaczy, wszystko powinno być przyjemnością, a nie martwieniem się, że zjadło się o jednego pomidora więcej, czy niejedzenie serka wiejskiego, bo na całe opakowanie ma 4g ww, a z tym się już spotkałam. Niemniej jednak, bardzo takie osoby szanuję za taką ilość samozaparcia.

      Usuń
  13. Tęsknimy za treningami w gim3! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za tymi, które przeprowadzałam z Polą? Oooo! <3

      Usuń